Obalam mit.

wierzba-woda-drzewa.jpegI tak, dzień za dniem usiłuję odnaleźć spokój.

Zapomnieć? O nie, tego nie da się zapomnieć. To przeżywa się wciąż i wciąż od nowa.  Nie chcesz, bronisz się przed tym, ale nie dajesz rady. Wspomnienia ranią. Rzadko przynoszą ulgę. Czasem patrząc na nasze fotografie, zwłaszcza te z dnia ślubu mimowolnie uśmiecham się… Lecz już po chwili ocieram łzy. Żal dławi.

Jak opisać to co czuję? Jak oddać słowem tę pustkę ziejącą z każdego kąta domu? Opisać przytłaczającą ciszę?

Bywa, że wyobraźnia mnie wspiera. Odtwarzam nie tylko obraz męża, ale i Jego głos… śmiech. I znów łzy. To nieuniknione. To świadome, celowe zadawanie sobie bólu. A przecież zamiar był inny. Pragnęłam powrotu do czasów, gdy był obok, a niezamierzenie zadałam sobie ból.

Nie wspominać? Nie ma takiej możliwości. To silniejsze. To potężna potrzeba, która uruchamia się spontanicznie. Wystarczy gest, czyjeś słowo, spojrzenie… czy koszula męża w szafie. Tulę ją, chowam w nią twarz i znów… płaczę.

Minęło pięć miesięcy od Jego śmierci, dopiero. Ludzie powtarzają mi: „Na to potrzeba czasu”.

Nieprawda. Od śmierci mamy minęło pięć lat, a ból, żal, poczucie straty nadal tak samo boli. Nie wierzę w cudowną moc „lekarza czasu”.   To mit. 

Czasem, gdy siedzę otoczona pamiątkami; zdjęciami, nawet ubraniami męża, odczuwam lekki spokój… Trwa to kilka minut. Niestety tylko kilka minut, potem  łzy znów płyną po policzku. Żal dławi, odbiera oddech. Dusi.

Poczucie straty jest spotęgowane nie tylko tym, czego doświadczyliśmy w ostatnich miesiącach życia męża, ale również tym że (patrząc na sprawę trochę egoistycznie) straciłam wspaniałego męża. Bo przecież w końcu, po tylu przejściach, tylu zawirowaniach życiowych, gdy oboje myśleliśmy że nic więcej dobrego nas nie spotka, okazało się, że los się do nas uśmiechnął, że Bóg się ulitował stawiając nas na swoich drogach życia. A tu masz… śmierć miała inne plany. Wyznaczyła sobie datę, godzinę na to, aby pojawić się w naszym życiu nagle… Najpierw podstępem wniknęła w komórki męża niszcząc Jego świat marzeń, zdrowie… i po części moje. I w końcu wystarczyło jej tylko siedem miesięcy, by nas, jego, zniszczyć.

Czasem myślę, że nie tylko ona, śmierć, ale i On – Bóg nie wziął pod uwagę tego, że zabierając męża, uśmiercając Go, zabija coś we mnie.

Nie dramatyzuję, ale tak właśnie czuję…. Umieram każdego dnia, cząstka po cząstce…

Czy jestem samotna? Samotna wśród tłumów… Nie, nie jestem. Mam dzieci, mam pasierbów, ba! nawet zwierzaczki brykają w mieszkaniu, ale mimo tego czuję się samotna, choć nie sama.

Paradoks. 

Otoczona kochanymi i kochającymi ludźmi czuję się dotkliwie samotna…  I co gorsze, niewiele spraw daje mi radość. Nie umiem jej w sobie odbudować. Bo z czegóż mam się cieszyć? Czy fakt nowej sukienki ma nieść mi radość? Czy to, że udało mi się lepiej zarobić? A może z tego, że w TV leciała dobra, śmieszna, komedia? Bzdury! Totalne bzdury.

Jedyną radością jest fakt, że mam zdrowe dzieci, że zwierzaczki brykają radosne po mieszkaniu… a wszystko inne jest totalnie bez znaczenia. 

NA MARGINESIE.

W przeciągu niespełna pięciu lat straciłam nie tylko mamę, ale i dwójkę pasierbów, później męża, tydzień temu zaprzyjaźnionego „wujka”. Człowieka, który był przez ponad dwadzieścia lat wujkiem dla moich dzieci.

Jestem zmęczona opłakiwaniem… Zmęczona pożegnaniami… zmęczona widokiem śmierci.

Nie tylko dlatego, że spotkało mnie to, co spotkało, ale dlatego że wykonuję zawód wymagający ode mnie zbyt wiele… Pracuję na oddziale, na którym śmierć panoszy się co dyżur. Pracuję na Reanimacji i Anestezjologii. 

I muszę dawać radę… Muszę wytrzymać. Tylko jak? Coraz częściej zadaję sobie to pytanie.

I póki co nie znam odpowiedzi. Na razie po prostu żyję… ot tak, z dnia na dzień, z godziny na godzinę.

Informacje o kinga.widera

Urodziłam się z nadzieją na dobre życie. Z wiarą na prawdziwą miłość, a życie pokazało mi swoje złe oblicze... a i tak nie tracę nadziei.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>