Jak na karuzeli

z19499518IER,Samotnosc-szkodzi-zdrowiu--nie-tylko-psychicznemuDni sobie płyną. Jeden po drugim. Ot tak, między pracą, domem, a pracą. Dwa etaty mogą dawać się we znaki. I dają.

Relacje w domu? Lepsze.  Ale tylko troszkę – lepsze.

Czuję się bardzo samotna. Tęsknię za mężem. Smutno mi. Często płaczę. Często mówię do Niego, choć wiem że nie może mi odpowiedzieć, wierzę że mnie słyszy.

Niebo? Gdzie ono jest? To co nad naszymi głowami, to nie jest niebo. To kłębowisko chmur, to mocniejsze lub słabsze blaski dnia, czy granatu nocy. To nie jest NIEBO.

Dla mnie – osoby wierzącej – niebo istnieje naprawdę. Więc modlę się, rozmawiam, a czasem kłócę się z… Bogiem. Zasypuję Go gradem pytań. Pełno w nich żalu, niezrozumienia. Istna karuzela emocji… Póki co lecę w dół. I to głową prosto w otchłań. bez trzymanki.

Żałoba, to ciężki czas. Stan ducha, umysłu, a nawet ciała. A do tego muszę ułożyć… nie, nie tak… muszę wychować pasierbicę. Nauczyć Ją tego czego nie nauczono jej przez ponad trzydzieści lat. Prawdziwej odpowiedzialności, nie tylko ze siebie, ale i za innych. Egoizm, egocentryzm to dominująca cecha, z którą walczę. Np. dziś potrzebowałabym, aby to ona zrobiła mi drobne zakupy. Nie mam sił, czuję się zmęczona, i chora…. A to ona chciała, abym to ja jej zrobiła zakupy… gdy powiedziałam, że nie dam rady, że chętnie skorzystałabym z jej pomocy… wyszła… i to obrażona.

I tak nie pozostało mi nic innego jak głodować. Nie ruszę się z domu. Jestem naprawdę obolała. Mam tylko jeden dzień wolnego. Od jutra znów wpadam w maratony dyżurowe, i muszę podładować akumulatory, więc wolę nic nie jeść, jak mam wyjść z domu… Nie dam zresztą rady. Dopadła mnie gorączka, więc po prostu nie mam sił… A jak się okazało nie mogę liczyć na nią. Choć w przeciwieństwie do niej, ja zawsze byłam na każde jej zawołanie. Gotowa pomagać; robić z nią zakupy, jeździć po bankach itd… wszystko to co chciała, i kiedy chciała.

Kiedy ja potrzebuję… cóż… zostaję z niczym…. z pustą lodówką.

Pod wieczór ma podjechać do mnie syn. Ale będzie zbyt późno, aby zrobić zakupy… Dwudziesta z minutami to nie jest dobra pora na kupowanie, ale nie mam wyboru. Bo na nią niestety, jak widać, nie mogę liczyć.

Masakra… jeszcze wyszła obrażona z mojego pokoju… z tą swoją minką.

Czy ja naprawdę muszę z nią mieszkać? NIE. Jestem – po śmierci męża – jej ojca, wdową…wolną osobą. Ona jest pełnoletnia, równie wolna jak ja…

Ludzie w podobnej do jej sytuacji, radzą sobie. Ona – z czasem – też nauczyłaby się…. po prostu żyć. Żyć odpowiedzialnie. Jej rodzina wypięła się na nią… I to już dawno temu. Właśnie przez jej charakter; tak ciężki, a do tego same problemy z jej umysłem. A to anoreksja, a to epilepsja, a to próby samobójcze, a to złośliwość ponad miarę… więc umyli od wszystkiego ręce. Odsunęli się zaraz po śmierci jej mamy…. wiele lat temu. Tylko został jej ojciec… a teraz ja.

Nikt nie chce – jak to powiedziała mi jej ciocia – „takiego strupa na głowie”.

Ona nie jest dla mnie „strupem”, ale to prawda… bardzo ciężko dotrzeć do niej. Nauczyć podstaw koegzystencji. Egoizm, a do tego na wskutek epilepsji, ciągnącej się przez ponad 30 lat, jej mózg poniósł straszne spustoszenia. Stąd decyzja ZUS „niezdolna do samodzielnej egzystencji”. A psychiatrzy ocenili: „Lekkie upośledzenie umysłowe”.

I jak tu się na nią złościć? Mieć o cokolwiek pretensje? Skoro tak naprawdę mam z dzieckiem do czynienia, a nie z dorosłym człowiekiem…

I ja o tym wiem, ale czasem – i nią – czuję się - ZMĘCZONA!

Zmęczona – życiem… ot tak, po prostu.

Spoczywa na mnie cholerne zobowiązanie, które nigdzie nie spisane, urzędowo nie potwierdzone, wypływa jedynie z mojego poczucia obowiązku… i empatii.

Mąż odszedł, a ja lata temu wiąrząc się z nim wiedziałam z jakim „problemem” boryka się on, i cała jego rodzina. Rodzina, która po naszym ślubie odetchnęła z ulgą, i szybko oddaliła się na bezpieczną pozycję. A teraz zostałam SAMA… z obcą w sumie mi osobą, która do tego nie potrafi niczego docenić, ani zrozumieć.

Kiedyś ktoś z jej rodziny, pewna osoba, powiedziała do mnie:

„Nie jest pani św. Teresą, nie musi pani poświęcać się dla niej. Ona i tak tego nie doceni. Ma pani swoje życie… i niech pani ku temu podąża. A ją należy oddać do domu opieki. Tam jest jej miejsce.”

No i tyle w tym temacie. Wszystko jasne? Jasne.

Szkoda tylko, że nie wiedziałam tego dawnej, jak bardzo dysfunkcyjna emocjonalnie jest ta pseudo rodzina…

Czy postąpiłabym inaczej? Nie. Kochałam, i to bardzo męża, ale przynajmniej naprawdę wiedziałabym w co wchodzę… A tak? A tak dźwigam ciężar, który powoli mnie przytłacza.

Dlatego czuję się jak na karuzeli. Bo gdy uda mi się choć trochę odbić od dna… ona od razu ściąga mnie z powrotem…

 

Informacje o kinga.widera

Urodziłam się z nadzieją na dobre życie. Z wiarą na prawdziwą miłość, a życie pokazało mi swoje złe oblicze... a i tak nie tracę nadziei.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Jak na karuzeli

  1. ~Eviva pisze:

    Może nie jesteś Teresą, ale świętą na pewno. I nikt nawet nie wie, jak dalece nią jesteś. Całuję Cię i żałuję, że z tak daleka nie mogę pomóc.

  2. kinga.widera pisze:

    pomagasz mi, i to bardzo… nie tylko słowem, modlitwą… sama zresztą wiesz o co chodzi… to co od Ciebie otrzymuję i to od tak dawna jest darem, jest bezcenne.

  3. ~Medeline pisze:

    To chyba najtrudniejsze. Pozostawienie kogoś samym sobie. Żałoba… coś o tym wiem. To nie tylko trudny czas. To cholernie samotne chwile, które za nic w świecie nie chcą się skończyć. To stan umysłu, ducha i ciała. Nikt go nie pokona, nawet ci wybitni. Wiem jednak, że uda Ci się podnieść, a karuzela w końcu zmniejszy obroty. :)
    Zapraszam do mnie, może tutaj znajdziesz coś, co pozwoli Ci choć na chwilę odetchnąć:
    http://moralitet.blogspot.com

Odpowiedz na „~EvivaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>