Huśtawki nastroju

133600_r0_620Bywa, że w kieracie obowiązków udaje się zapomnieć to co w sumie – przyznaję uczciwie od ponad dziesięciu miesięcy usiłuję zapomnieć, czyli o akcie umierania męża. Lecz gdy tylko znajdę się w przysłowiowej luce wolnego czasu obraz ten wraca. 

Zresztą daleko nie szukać… moja praca również nie pozwala mi zapomnieć. Opiekuję się nieszczęśnikami, którzy bądź to na wskutek nieprzychylności losu, bądź na wskutek dokonanych przez siebie złych wyborów leżą obecnie na reanimacji, podłączeni pod respirator z zerowym stanem świadomości… i jak mam zapomnieć?

A mimo to – paradoks – udaje się. Działa mechanizm, który zmusza mnie abym nie koncentrowała się na sobie, lecz innych. Na ludziach, którzy balansują na cienkiej linii między życiem a śmiercią. Dziś, teraz, też tak jest. Zaraz rozpocznę dyżur… zaraz zapoznam się ze stanem pacjenta, którym będę się opiekować. I dzięki temu… kurcze, czy muszę stykać się z większym dramatem niż mój własny by zapomnieć? Wychodzi na to, że tak…

Mój podopieczny, pacjent, to młody mężczyzna… wpadł pod samochód. Niestety człowiek ten nadużył alkoholu, i wszedł na ulicę wtedy gdy jemu pasowało… nieważne były sygnalizacje. Czerwone światło. Patrzę na niego i zastanawiam się nad wyborami, których dokonał… tego nieszczęśliwego dnia, i w ogóle…w życiu. Czy fakt, że jest alkoholikiem, że rodzina miała go serdecznie dość, i wyrzuciła z domu, że należał do dość sporego grona, tzw „elity meliniarzy” ma przemawiać za tym, abym go usprawiedliwiła? Cóż przecież nałóg to taka ciężka choroba… ale zaraz, zaraz… Ta czy wiele innych – tego typu chorób – są na tzw. własne życzenie więc… No właśnie… co więc? Pacjent to pacjent. I tylko tyle muszę wiedzieć. Nie wolno mi osądzać, choć rozum? serce? aż krzyczy pragnąc „sprawiedliwości” autentyczności emocji, z mojej strony. 

Jakże odległa jest choroba, ta której doświadczył mój mąż, a ta która nęka ciało owego mężczyzny?  Jedynie co ich połączy – to ten sam efekt końcowy… ale każdy z nich „doszedł do tego punktu inną drogą”.

Jeszcze nie tak dawno zadawałam sobie pytanie:

„Czym mąż sobie ‚zasłużył’ na taką męczarnię w chorobie, na siedem miesięcy walki z rakiem?”

I nie wiem. A czy inna będzie odpowiedź, gdy zapytam o tego pacjenta? Czy aby przypadkiem nie „dostał to, na co sam zapracował?”  

Czy znam odpowiedź. Tak, lecz zostawię ją dla siebie, a czynię to tylko dlatego aby niczego wam nie sugerować. 

Umierają malutkie dzieci, starsze schorowane osoby tułają się po domach opieki, jakże często zapomniane, niekochane… a tu młody facet, w sumie mający wszystko, dokonuje samozniszczenia, destrukcji…tego już nie umiem wytłumaczyć, ale wiem dlaczego… ponieważ moje życie nie jest zdominowane przez nałóg. Staram się żyć świadomie, doceniać to co mam. Wypracować model, w którym mogę mieć na wiele spraw wpływ, i wierzyć w tzw. przychylność losu…

Niestety ten „los” płata figle, i tak wiele spraw idzie  w złą drogę… cierpię, ale wiem, że JA nie uczyniłam niczego, co mogłoby sprowokować ciąg nieprzychylnych zdarzeń.

Nikt nie jest alfą i omegą, nikt nie zna własnej przyszłości, ale doprowadzać się do ruiny, tylko dla tego że pozwalamy, aby nami „rządziła” butelka…? to nie na mój rozum…

Nie jestem obiektywna, to prawda. Nie jestem litościwa, to również prawda, bo ja – dziecko DDA, bo ja – kiedyś- dawno, ponad 10 lat temu – żona alkoholika wiem, jakie piekło potrafi zgotować taki człowiek. Wiem jak niszczy, nie tylko siebie, ale wszystkich wokoło…

Dlatego nie mam litości, nie rozczulam się nad alkoholikami… 

I poprosiłam, by dano mi kogoś innego pod opiekę, dziś – mimo że zazwyczaj bardzo się staram – TAKA NIE BYĆ- nie mogę zająć się tym chorym. On miał szansę mieć i być kim zechce… miał szansę na życie. Szansę, której nie dano mojemu mężowi…

nie mogę…

alkohol (1)

Informacje o kinga.widera

Urodziłam się z nadzieją na dobre życie. Z wiarą na prawdziwą miłość, a życie pokazało mi swoje złe oblicze... a i tak nie tracę nadziei.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>