Nie mam pomysłu… na życie. AZYL?

z19499518IER,Samotnosc-szkodzi-zdrowiu--nie-tylko-psychicznemuTo prawda, nie mam. Każdego dnia – schemat. Praca, dom, praca, a w drodze – zakupy. Zakupy? Zbyt wielkie słowo, skojarzenie. Pół chleba, lub trzy bułki. Gotowy obiad, najlepiej z Biedronki. Wędlina również, owoc, warzywo… i dwie paczki słonecznika. O tak, słonecznik… uwielbiam go. Później siedząc przed telewizorem dziobię, skubię, wygryzam kolejne ziarna, patrząc – trochę bezmyślnie – w TV. To mój relaks. Nie stać mnie na nic więcej. I w grę nie wchodzi tylko – zmęczenie… Raczej powiedziałabym bezsensowność trwania. 

Spacer z psem? nie, to nie jest spacer. To pies ciągnie mnie tam gdzie ma ochotę, a ja bezwolnie podążam za nim, również niewiele myśląc. 

Za to w pracy spalam mózg… Palą mi się zwoje. Pełna mobilizacja każdej, ale to dosłownie każdej komórki. I tak przez dwanaście, lub dwadzieścia cztery godziny, a potem wypuszczam powietrze…

Życie na ciągłym wdechu jest wyczerpujące. Zwłaszcza, jak poprzez takie tempo usiłujesz zdusić, stłamsić własne emocje. 

Trudne to – udawać, że wszystko jest OKI, gdzie nie jest. Gdzie dom sprawia, że odczuwasz ogłuszający, porażający ciszą ból.

Nieme ściany, za to wymownie krzyczy każdy skrawek materiału, odzieży które jeszcze nie tak dawno nosił twój ukochany.

Kurcze, wciąż nawet leży na półce maszynka do golenia, krem, woda toaletowa… i grzebień. 

Jak to wyrzucić? To przecież tak jakbym wyrzucała Jego. To ostatnie pamiątki istnienia.  I ten ślad – niemal niewidoczny – w rogu lustra… To wszystko zatrzymało czas. Jakby był tu przed chwilą. Jakby miał zaraz wrócić…

Tak, tak to na pewno ślad Jego palca – myślisz.

Zawsze, gdy się golił, gdy poklepywał twarz po nakropieniu wodą toaletową – a robił to tak energicznie – że ochlapane było nie tylko lusterko… Właśnie wtedy nieudolnie ścierał te ślady dłonią, a czasem niewinną kropeczkę usiłował zetrzeć po prostu palcem.

Tak, to na pewno Jego odcisk…

Odcisk palca, dłoni… ślady… wszędzie ślady. Pamiętam, jak dotykał mojej twarzy… ciała… 

Tak wiele odcisków, wspomnień, rzeczy… Jak mogę to wyrzucić? Siebie również?  przecież nie ma centymetra na moim ciele, którego by przez te lata nie dotykał… Intymne? Tak. Co w tym dziwnego? To normalne. 

Jedynie czego mi brakuje od tych osiemnastu miesięcy, to Jego głosu. Mam tak wiele, jednocześnie nie mając nic… Mam ślady, rzeczy.  Jego portfel z moimi i dziećmi zdjęciami. Karty do banków… tylko Jego… Jego już nie ma.

I brak słów. Jego słów. Dźwięków? Nie ma, nie ma nic… pozostała cisza. Cisza, która mnie tak dręczy. Przed którą wciąż uciekam… I nie ma schronienia. Nie ma azylu. Za to wszędzie jest – ból żal, tęsknota.  I ta pełna cierpienia = łez – miłość.

Miłość, która jest tak cholernie samotna. 

 

Informacje o kinga.widera

Urodziłam się z nadzieją na dobre życie. Z wiarą na prawdziwą miłość, a życie pokazało mi swoje złe oblicze... a i tak nie tracę nadziei.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Nie mam pomysłu… na życie. AZYL?

  1. ~linka pisze:

    Mogę tylko życzyć dużo siły i odzyskania równowagi wewnętrznej. Wiosna idzie, więc chociaż uzupełni się zapas witaminy D, to tak na dobry początek otwierania czakrów :)

Odpowiedz na „~linkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>