Wierzę, że w końcu coś się zmieni…

pieleg_660… Zmieni w postrzeganiu przez społeczeństwo zawodu pielęgniarki.

Na popularnym portalu społecznościowym, obserwując wpisy, pewnej pielęgniarki, Moniki, zaczynam pojmować, czytając komentarze, że coraz więcej osób podejmuje aktywnie dyskusje.

Zawód pielęgniarki anestezjologicznej, ta specjalizacja, praca na Oddziałach Intensywnej Opieki i Reanimacji, wymaga, od nas (bo i ja zaliczam się do tej grupy) niesamowitego wysiłku. Nie tylko umysłowego, ale i fizycznego.

Monika, w swoich mini felietonach, bardzo klarownie opisuje specyfikę pracy, nie zapominając, a raczej bardzo eksponując, to co w tej pracy jest najważniejsze… Czyli NAS, nasz potencjał, który każdego dnia, każdej godziny musimy przekładać na pracę. 

Opieka nad umierającym człowiekiem, patrzenie na dramat przez dwanaście godzin, wyczerpuje. Czasami sama zastanawiam się jak udaje mi się nadal śmiać, żartować… i nie zwariować od widoku umierających, konających w cierpieniu ludzi… a często i dzieci. 

Później, wracam do domu, zajmuje się – czymś tam – i udaję, że zapomniałam. A przecież nadal tkwią w mojej głowie obrazy… Twarz wykrzywiona w bólu. Monitory z krzywymi, liniami, które są wykładnikiem, kto i – czasem – jak długo jeszcze będzie żyć. Obraz roztrzęsionej rodziny. Przerażonych; matek, mężów, dzieci, stojących nad łóżkiem bliskiego… 

Jak mam po powrocie do domu, wziąć, i tak zwyczajnie, zacząć np. gotować obiad, czy robić pranie? A muszę. Przecież MUSZĘ żyć… dalej.

Naprawdę jest ciężko. Sama usiłują zrozumieć, jakie mechanizmy obronne uruchomiła moja psyche, że po 36 latach pracy na Erce, w pogotowiu i bóg wie gdzie jeszcze, nie zwariowałam. Że odciążona tymi obrazami, wspomnieniami, zdołałam z uśmiechem powitać na świecie synów, później ich wychowywać… (do tego zmagać się z własnymi życiowymi dramatami, jak dwa rozwody… potem śmierć matki, dwójki pasierbów, i po szczęśliwym, krótkim, trzecim małżeństwie, patrzeć na śmierć męża), i  każdego ranka, wracać na oddział, by stawiać czoło śmierci. I to z uśmiechem, bo przecież nie mogłam, i nie mogę, siąść obok chorego, wziąć go za ręce i wraz z jego bliskimi płakać… Musiałam, i muszę, być silna. Musiałam, i nadal muszę uruchomić w sobie siłę, wiedzę i dowagę by móc pomagać.

Jakże jestem dumna z tego, że JESTEM PIELĘGNIARKĄ ANESTEZJOLOGICZNĄ… NAWET NIE MACIE POJĘCIA. Dumna, i wdzięczna Bogu, że dał mi tę siłę. Że dał zdolność współodczuwania na najwyższym poziomie.

Czy to oznacza, że inni są „gorsi”?

Ależ nie. Każdy rodzi się z określonymi predyspozycjami… nie lubię tego słowa. Wolę określić to słowem DAR. Tak więc każdy rodzi się z określonym darem, ja  urodziłam się akurat z takim…

Tylko nie wiedziałam, jak ciężki jest to „kawałek chleba”.

Monika, w przeciwieństwie do mnie potrafi w sposób bardzo emocjonalny, a zarazem merytoryczny oddać cały ten trud zawodu, który potrafi być przytłaczający, a zarazem inspirujący, nie pozbawiony duchowości. Jej styl jest  lekki, choć opisujący dramaty, które są i naszym, pielęgniarek anestezjologicznych, udziałem. Nie tylko rodzin…

Kiedy czytam kolejny Jej wpis, uświadamiam sobie, że pisze dokładnie o mnie. Jakby siedziała w moje głowie… a po chwili orientuję się, że przecież i Ona jest pielęgniarką anest. i to od wielu, wielu lat… A więc MY, przedstawiamy jakiś model? Model zachowań, zdolności empatii, zdolności manualnych, intelektualnych… Czyli nieświadomie podlegamy schematom? Niesamowite. Pocieszeniem może być fakt, że wszyscy mniej lub bardziej świadomie „powielamy” schematy zachowań, myśli, działań. 

Wszystko więc jest powtarzalne… ot, po prostu jak w życiu;  śmierć, narodziny i akt umierania… 

A w niedzielę znów idę na dyżur. Dyżur, na którym minuta po minucie będę musiała zmierzyć się ze schematem śmierci… Ona też działa schematycznie. Tylko ludzkość nie zna jej modelu postępowania. Mówimy, że działa z zaskoczenia…

Czy jest jakiś sposób by nie dać się jej zaskoczyć? Owszem. Jest. Nie dawać jej sposobności by nas pokonała. Po prostu DBAĆ, naprawdę dbać, o zdrowie. 

Zapraszam na profil Moniki, i na inne portale, na których możecie spróbować zrozumieć, nas, nas pielęgniarki anestezjologiczne. 

„My, pielęgniarki nie jesteśmy z kamienia, też jesteśmy ludźmi”. List do redakcji

„U nas po nieudanej reanimacji rzucamy rękawiczki i zajmujemy się kolejnym pacjentem. Mój rekord pracy to 72 godziny z rzędu”. Z życia pielęgniarki

Informacje o kinga.widera

Urodziłam się z nadzieją na dobre życie. Z wiarą na prawdziwą miłość, a życie pokazało mi swoje złe oblicze... a i tak nie tracę nadziei.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>